Mam dwanaście lat i nazywam się Ania. Mam wspaniałego przyjaciela. Razem się bawimy, gdy nikt nie patrzy. Pilnują mnie rodzice i ci panowie w białych fartuchach. Nie lubię tych ludzi. Przyjaciel mówi mi, że oni chcą dla mnie źle. Ja mu wierzę, on zawsze ma rację.
Zabrali nas z domu kilka lat temu, bo umiemy robić fajne rzeczy. Podnosimy razem przedmioty, nie dotykając ich. Umiemy wywołać pożar i chodzić w powietrzu. To taka fajna zabawa! Najładniej spaliliśmy dom. Jakby był z papieru! Nie rozumiem, dlaczego nas za to ukarali. Mamusia i tatuś się nas boją, mimo że przyjaciel nie chce im zrobić krzywdy.
Dają nam tu dziwne jedzenie i każą chodzić cały dzień w piżamie. Nie lubię tego. Wiele razy mówiłam im, że jest mi zimno w samej koszulce, ale oni nic z tym nie zrobili. Przyjacielowi też jest zimno, więc przynosił mi moje stare ubranka, ale Oni mi je zabierali. Ja i przyjaciel jesteśmy jakoś połączeni ciałami. On może na przykład robić to, na co ja mam ochotę, a w zamian, na przykład, pozwalam mu mówić moimi ustami. Wtedy wszyscy się denerwują i przypinają mnie do mojego łóżeczka. Tego też nie lubię. Pasy strasznie mnie drapią i nie mogę iść siusiu.
Kiedyś miałam tu całą masę zabawek przyniesionych przez mamusię. Nie miały oczu, bo panowie w białych fartuchach je wypruli, ale i tak świetnie się nimi bawiłam razem z przyjacielem. Unosiliśmy lalki nad ziemię i sprawialiśmy, że wirowały w powietrznym tańcu. Mam wtedy płakała, a tata patrzył na mnie z nienawiścią. Strasznie mi się to nie podobało, że tak reagowali.
Tylko przyjaciel mnie rozumiał. Rozmawiał ze mną, o tym, że jego też nie chcieli rodzice. Jesteśmy tacy sami. Tylko, że on jest chłopcem i inni go nie widzą. Przyjaciela też kiedyś zamknęli w takim miejscu. Dlatego teraz jest niewidzialny. Jest duchem. On nie miał takiego pomocnego przyjaciela jak ja. Dali mu zastrzyk i nigdy więcej nie mógł poruszyć swoim ciałem. Umarł, ale jego duch jakoś został na ziemi. By się ze mną bawić.
Ale nie możemy robić nic fajnego dopóki jesteśmy tu. W szpitalu. Przyjaciel powiedział, ze pomoże mi stąd wyjść, ale muszę mu pożyczyć swoje ciało. Później się pobawimy jak jeszcze nigdy! Pozwoliłam mu, więc na to. Było tak śmiesznie! Wyjęliśmy razem drzwi z zawiasów i rzuciliśmy nimi w ludzi, którzy głośno krzyczeli. Później krzyczeli jeszcze głośniej, więc przyjaciel ich spalił. Tak też właśnie wydostaliśmy się ze szpitala. Paląc tych, którzy krzyczeli. Cały budynek stał w ogniu. To dobrze. Teraz jest mi ciepło. Tylko piżamka mi się trochę zabrudziła. Szkoda wolałam jak była biała, a nie czerwona.
Poszłam z przyjacielem do domu. Rodzice go chyba odbudowali. Ach, będziemy się pysznie bawić z mamusią i tatusiem. Przyłączysz się do nas?
****************
Zabawne, stworzyłam to w 2013 roku i dalej mi się podoba :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz